sobota, 2 listopada 2013

Rozdział dwudziesty drugi

Veronica, 15 grudnia 2012r.
 Nie miałam najmniejszej ochoty, żeby jechać dzisiaj na kolację razem z Liamem oraz jego byłą. Wolałabym zostać w domu i pograć bynajmniej w szachy. Może w końcu nauczyłabym się zasad tej gry i kiedy będę stara będę chodzić do parku, żeby pograć z jakimiś miłymi panami – pogadalibyśmy jak życie mija, jak wnuki się mają, itp. Problem tylko w tym, że nie chciałabym wystawić Liama, jednak zdeklarowałam się, że pójdę razem z nim. Jestem pewna, że mogłabym swoją odmową zrobić mu przykrość.
 Popatrzyłam na zieloną suknię. Nie miałam ochoty jej zakładać, ale fakt faktem, że jednak zaprosił mnie do restauracji  a nie do jakiegoś baru. Z jednej strony przyjemnie, że nie będziemy siedzieć w brudnym i śmierdzącym miejscu, ale również nie cieszę się z tego powodu, że miejscem, gdzie spędzę dzisiejszy wieczór będzie czysta i pachnąca restauracja, gdzie należy się zachowywać, żeby nie zwracać na siebie uwagi.
 W końcu zdjęłam ją z wieszaka i założyłam na siebie, przeglądając się w lustrze. Sięgała ziemi, więc oczywiście szpilki będą jak najbardziej mi potrzebne. Podobał mi się krój, ponieważ suknia opinała się tylko na biuście i spływała po talii, podkreślając moje kobiece kształty. Włosy miałam spięte z lewej strony i spływały mi po ramieniu. Nieźle mi podrosły – pomyślałam.
 Kiedy byłam gotowa, wyszłam z pokoju i poszłam do salonu, żeby pokazać się Lenie. Zastałam ją czytającą jakąś książkę… pewnie znowu jakiś kryminał. Stanęłam naprzeciwko niej, żeby mogła mnie w całości zobaczyć. Odchrząknęłam, a dziewczyna podniosła wzrok. Zauważyłam, że lekko się zdziwiła, a po chwili na jej twarzy pojawił się banan.
 - Muszę powiedzieć, że ślicznie wyglądasz – powiedziała.
 - Dziękuję – uśmiechnęłam się. – Nie wiesz ile musiałam siedzieć przed lustrem, żeby ogarnąć włosy i twarz… Chociaż z twarzą były mniejsze problemy, ale też nie było kolorowo. Cieszę się więc, że ci się podoba…
- Spokojnie, jest dobrze – odłożyła książkę na stolik i znowu na mnie spojrzała. – Veronica, mam do ciebie jedno pytanie. Możesz oczywiście nie musisz mi odpowiadać, bo to nie moja sprawa.
 - Dajesz – rzuciłam i zajęłam się zakładaniem czarnych szpilek.
 - Kim był chłopak, który u ciebie spał? Wybacz, lecz mogę iść o zakład, że to nie był Liam.
 Poczułam jak moje serce nabierało szybkości. Nie spodziewałam się, że zobaczy nas. Myślałam, że ominie mój pokój bez żadnego zaglądania jak do małego dziecka… Lecz pomyliłam się. Wiedziałam, że ta nocka, to najgorszy pomysł, ale nie potrafiłam mu odmówić, po prostu nie potrafiłam. Najwidoczniej jego poranna fatyga, żeby nas nie nakryła nawet nie pomogła.
 Spojrzałam dziewczynie w oczy jakby nic się nie stało i uśmiechnęłam się.
 - Och, Lena, Lena – pokręciłam głową. – Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła.
 Widziałam jak dziewczyna się prostuje, a na jej twarzy pojawiła się powaga, która coraz częściej podczas naszych rozmów się pojawia.
 - Veronica – zaczęła. – Posłuchaj mnie teraz bardzo wyraźnie. Liam jest moim przyjacielem, znam go od dziecka i wiem przez, co przeszedł. Każde jego cierpienie przelewało się na mnie, a jestem pewna, że nie masz pojęcia, co to za uczucie. Nie chcę… A wręcz nie życzę sobie tego, żebyś go skrzywdziła. Nie chcesz mówić kim był chłopak, to nie mów… To nie moja sprawa, ale proszę cię nie dawaj nadziei Liamowi, jeżeli jej nie ma…. I Steven’owi również, bo domyślam się, że to on jest twoją tajemnicą…
 - Wiesz, co Lena? – podeszłam bliżej niej. – Zaufaj mi, proszę.
Puściłam jej oczko i wyszłam z salonu. Zatrzymałam się w przedpokoju, gdzie wisiało wielkie lustro. Widziałam tam dziewczynę, nie tą samą, którą była dawniej. Tym razem spokojną, opanowaną, z wielką tajemnicą tam w środku. Co najgorsze, że ta tajemnica jest w stanie skrzywdzić wiele osób… Osób, które kocha się bardziej niż wszystko inne. Dlatego rozumiem obawy Leny. Ja również nie potrafiłabym patrzeć na cierpienia swoich przyjaciół… co ja mówię? Ja przecież mam tylko jednego przyjaciela, którym jest Steven.
 Wzięłam w końcu swój zimowy płaszcz i wyszłam z mieszkania. Przed kamienicą czekał na mnie Liam, który trzymał w ręce bukiet róż. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Bardzo lubię różę, a tym bardziej, kiedy daje mi je taki przystojniak. Wzięłam od niego kwiaty i pocałowałam go w policzek.
 - Bardzo ładnie wyglądasz – szepnął.
 - Dziękuję – poklepałam go po piersi. – Ty też nie ma co.
 Spojrzałam na niebo skąd sypały się płatki śniegu. W końcu zaczęła się prawdziwa zima, ufam, że do świąt pozostanie taka pogoda. Chcę w końcu białe święta. Poczułam jak chłopak swoją gorącą dłonią dotyka mojego policzka, co powoduje, że wracam do rzeczywistości i patrzę na niego. Ten kiwa mi głową, żebym wskakiwała do samochodu, więc też tak robię.
 Podczas drogi niewiele rozmawialiśmy ze sobą. Liam opowiadał mi o chłopaku Danielle i chociaż go nie widział nigdy na oczy, to z jej opowieści może wywnioskować, że to świetny chłopak. Starałam się go uważnie słuchać, a przede wszystkim udawać zainteresowaną, ale obawiałam się, że nic z tego. Wciąż wracałam myślami do wczorajszego wieczoru. Miałam taką ochotę cofnąć się w czasie, żeby wrócić do mojego mieszkania i do niego.
 - Jesteśmy na miejscu – zatrzymał samochód na parkingu, patrząc na mnie. – Naprawdę się cieszę, że zgodziłaś się tutaj ze mną przyjść.
 Uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam głową.
 Chłopak miał już wyjść z samochodu, kiedy złapałam go za dłoń. Ten popatrzył na mnie lekko zdezorientowany i usiadł ponownie na fotelu, dotykając mojej ręki.
 - Coś się stało? – zapytał swoim delikatnym głosem.
 - Boję się, że ciebie skrzywdzę, prędzej, czy później – szepnęłam.
 - Nie zrobisz tego – uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. – Obiecuję ci to.
 Pokręciłam przecząco głową.
 - Zasada numer jeden: nie składaj obietnic, jeżeli nie potrafisz ich dotrzymać – poklepałam go po kolanie, uśmiechając się do niego. – A teraz chodź już, bo się spóźnimy, a ja tego nie lubię… Chwila moment – zmarszczyłam nos. – Nie, ja lubię się spóźniać, ale ty nie! Chodź, chodź.
 Weszliśmy na wielką salę, gdzie wszędzie siedzieli ludzie w galowych strojach. Poczułam jak pode mną się nogi uginają. Spokojnie, spokojnie, to tylko kolacja – zaczęłam w myślach mówić do siebie. Skierowałam się za Liamem, który musiał już odnaleźć Danielle. Siedziała przy stoliku dla czterech osób wciąż się uśmiechając do swojego chłopaka.
 - Danielle – powiedział Liam i przytulił się do swojej przyjaciółki. – Jak ty ślicznie wyglądasz.
 Dziewczyna zarumieniła się, a ja spojrzałam na jej towarzysza.
 - Poznajcie się – Danielle pokazała na niego dłonią. – Liam, to jest Marco, Marco, to jest Liam.
 Marco wstał podając dłoń Payne’owi. Złapałam się ramienia Liama, żeby nie upaść. Uśmiech Marco Reusa był powalający. Wyglądał dzisiaj inaczej niż ostatnio, kiedy go widziałam. To jest racja, że chłopaki w garniturach wyglądają stokroć lepiej niż normalnie. Oczywiście, dostałam miejsce naprzeciwko niego, czując wciąż jego wzrok na sobie.
 - A więc Veronica – zwróciła się do mnie Dan. – Znacie się z Marco, tak?
 Przełknęłam ślinę i poczułam jak moje dłonie zaczynają się pocić.
 - Tak, tak – uśmiechnęłam się do niej, a raczej liczyłam, że to będzie uśmiech.
 - Kuzynka mojego kumpla z drużyny mieszka u Very – chłopak puścił mi oczko. – Wciąż nie potrafię się jej odwdzięczyć, że zajęła się nią. Dziewczyna potrzebowała ucieczki od tego całego świata, który zna.
 - Jak wy się poznaliście? – zapytałam.
- Po moim występie – uśmiechnęła się. – Marco dopadł mnie za sceną i powiedział, że nie wybaczy sobie, jeżeli się ze mną nie umówi. Powiem szczerze, że na początku miałam ochotę mu odmówić, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że i tak nie mam, co robić… Więc umówiłam się z nim.
 Złapali się za dłonie, a ja poczułam, że powinnam coś w końcu zamówić. Złapałam za swoje menu i zaczęłam się przyglądać wymyślnym daniom.
 - Muszę wyjść na chwilę – powiedział Marco. – Zamów mi coś dobrego.
 Pocałował Danielle w usta i odszedł. Dziewczyna, więc złapała za swoje menu i zaczęła jeździć po nim swoim palcem.
 - Hmmm…. Chyba zamówię dla Marco siódemkę – uśmiechnęła się.
 Zerknęłam pod ten numer i odpowiedziałam zanim zdążyłam się ugryźć w język.
 - Ma na to uczulenie.
 Cholera! – pomyślałam. Wiedziałam, że Danielle i Liam, patrzą na mnie pytająco. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się.
 - Mogę wiedzieć skąd to wiesz? – zapytała dziewczyna.
 - Yyy…. Często piłkarze są na to uczuleni. Wiecie, co? Wezmę piątkę – uśmiechnęłam się do nich.
 Gdy odszedł kelner, u którego złożyliśmy zamówienie wrócił Reus. Z uśmiechem na twarzy dołączył się do rozmowy, która toczyła się pomiędzy Danielle i Liamem. Po jakimś czasie w końcu się zwrócił do mnie.
 - Co tam u Leny? Dawno jej nie widziałem.
 - Żyje jeszcze – uśmiechnęłam się.
 On też się uśmiechnął, co spowodowało u mnie ochotę wyjścia stąd i skoczenia z najbliższego mostu. Tak, a miałam nikogo nie skrzywdzić, lecz przy nim jestem w stanie w ciągu paru sekund zrobić. Musiałam uważać na każde słowa, na każde ruchy. Dlaczego nie mogłam wymyśleć jakiejś choroby, żeby uniknąć dzisiejszego wyjścia. Przecież jestem świetna w oszukiwaniu.
 Na szczęście w porę przyszedł kelner z naszymi posiłkami, które przedstawił nam pod nosem. Podniosłam wówczas wzrok i spojrzałam na Reus’a, który zaczął widelcem przewracać po talerzu.
 - Kurde – odezwał się i spojrzał lekko zawstydzony na Danielle. – Zapomniałem ci powiedzieć, że mam na to uczulenie.
 Liam i Danielle popatrzyli na mnie w szoku, a ja tylko głupio się uśmiechnęłam.
 - Mówiłam, że piłkarze są najczęściej na to uczuleni – uśmiechnęłam się głupio. – Z chęcią się z tobą wymienię, ja i tak nie lubię owoców morza.
 Wiedziałam, że będę musiała się tłumaczyć, ale nie miałam teraz na to ochoty. Chciałam jak najszybciej zakończyć ten wieczór, pojechać do domu i zamknąć się przed całym tym światem. Oo… Albo znowu pojechać z daleka od nich wszystkich.

***
Lena, 16 grudnia 2012r.
 Od wczoraj siedzę razem z Verą i Liamem w salonie. Niestety, kiedy chłopak wpadł tylko na herbatę zasypało ulicę i nie może jechać do domu. Po ich minach zdałam sobie sprawę, że kolacja nie poszła tak jak miała wyjść. Na szczęście oboje bardzo szybko odzyskali humor i znowu mogli się uśmiechać. Powiem szczerze, że bardzo mi odpowiadało ich towarzystwo. Oni potrafili ze sobą rozmawiać całymi godzinami albo opowiadać sobie jakieś żarty. Coś czuję, że niepotrzebnie zareagowałam dzisiejszego popołudnia, ale do tej pory zastanawiam się kim był chłopak, którego widziałam wczoraj. Czy mógł to być Liam? Przecież powiedziałby mi o tym fakcie.
 - To co? – odezwał się chłopak. – Oglądamy coś w telewizji.
 - Nie – spojrzała na mnie Vera. – Lena ma zakaz oglądania telewizji.
 Pokazałam dziewczynie język i skoczyłam na sofę, gdzie siedział Liam. Popatrzył na mnie tym troskliwym wzrokiem i po chwili objął mnie swoim ramieniem. Wiedziałam, że Veronicę, to nie rusza. Chyba musiałabym zacząć się z nim migdalić, żeby zwróciła na nas odrobinę uwagi.
 - Co powiedzie na to, żeby coś zaśpiewać? – zaproponował Liam.
  Popatrzyłam na niego jak na wariata i poklepałam go po czole. Chyba odurniał już całkiem, jeżeli myślał, że będę śpiewać. Od dziecka unikałam tego jak ognia. Wolę jednak inne zajęcia. Jestem w stanie zacząć kolorować, lecz niestety, nim się obejrzałam Veronica stała już na środku z gitarą w ręku. Podała ją Liamowi, żeby ją nastroił, a ja miałam ochotę ją udusić.
 - Zabiję cię! – mruknęłam w jej kierunku.
 - Odegrałam się za tego ochroniarza – pokazała mi język. – A tak w ogóle, przecież, to jest świetny pomysł. Sam Liam Payne zagra w moim salonie…
 - Jesteś głupia, wiesz? – rzuciłam w nią poduszką.
 - O dziwo, wiem! – wyszczerzyła się.
 Kiedy chłopak już nastroił gitarę podał ją Veronicę. Ona usiadła na krześle przez chwilę zastanawiając się na jaką piosenkę się zdecydować. Już chciałam powiedzieć, żeby zaczekała, żebym mogła polecieć po stopery, ale zaczęła coś grać na gitarze. Słyszałam kiedyś tą melodię, ale póki nie usłyszałam tekstu nie potrafiłam sobie tego przypomnieć. Zaczęła śpiewać piosenkę Avril Lavigne… „SGGW”. Nigdy nie pomyślałabym, że dziewczyna, z którą mieszkam ma taki niesamowity głos. Ani razu nie słyszałam fałszu, takiego samego jak każdego dnia pod prysznicem. Prawdopodobnie robiła to specjalnie, żeby mnie rozśmieszyć, albo wręcz przeciwnie. Kiedy skończyła zaczęliśmy bić jej brawo.
 - Wow – wypadło z moich ust. – Nie spodziewałam się tego po tobie.
 - Ćwiczyłam, żeby cię zaskoczyć – zaczęła ruszać swoimi brwiami. – A teraz powiedzcie mi kto chce odebrać pałeczkę?
 - Nie ja! – podniosłam rękę.
 - To ja – Liam z przyjemnością odebrał od niej gitarę i usiadł obok mnie. – Powiedzcie mi tylko, co chcecie, żebym wam zaśpiewał.
 - Little Things! – zaproponowałam.
 - Nie! – wrzasnęła Veronica. – Wystarczyła moja piosenka! Koniec ze smutnymi! Weź coś radosnego! Zaśpiewaj na przykład One Thing.
 Podczas śpiewania piosenki aż mnie zatkało. Nie spodziewałam się, że to ich piosenka. Same wspomnienia przedzierały się do mojej głowy. Wakacje ubiegłego roku, kiedy ja i Mario spędziliśmy nad morzem. Byliśmy szczęśliwy jak nigdy. Nie widzieliśmy nikogo poza sobą… On i ja.
 - Przepraszam – odezwałam się. – Muszę iść, muszę się położyć.
 - Lena? – odezwał się Liam. – Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
 - Szczerze? – podeszłam do nich. – Od jutra mam jeden tydzień na podjęcie decyzji w sprawie Mario, a ja? Ja wciąż nie mam pojęcia, co mu powiem. Sama już nie wiem, co czuję… Nie oczekuję, że zrozumiecie, ale po prostu to jak boli… Udawało mi się, nie myślałam o nim tak długo… Nie czytałam gazet, nie wchodziłam na Internet ani też nie włączałam telewizora… Nie mam pojęcia, co z nim tak naprawdę jest! Nie mam pojęcia. I powiem ci, że czuję się fatalnie.

 Wzięłam chusteczki z półki i poszłam do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Z kieszeni wyciągnęłam komórkę i zaczęłam przeglądać nasze wspólne zdjęcia, myśląc, że one w czymś mi pomogą. Lecz one tylko wywołały większy ból. Naprawdę chciałaby w końcu wrócić do Mario, żeby się do niego przytulić i powiedzieć jak bardzo go kocham, ale nie potrafię żyć z takim człowiekiem jakim jest. To nie dla mnie… to nie dla mnie.

5 komentarzy:

  1. Podoba mi się tu ;)
    Poklikasz w banner na moim blogu ? <3
    agrestaco6.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. LENA TY MUSISZ BYĆ Z MARIO!! <333 a Liam i Vera do siebie pasują :)) Niespodziewałam się ze to Marco jest chłopakiem Danielle dr Tak więc Lena MUSI wrócić do Dortmundu i być z Mario oni do sb pasują! No proszę cię :) Pozdrowionka Oliii ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle świetny rozdział ;) Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. O boże jak ja kocham twoje opowiadanie <3 Ono jest najlepsze z wszystkich na całym świecie ;*

    Pozdrawiam i życzę weny xoxo
    Patrycja <3
    P.S. Przepraszam ale przez parę tygodni nie będę komentować rozdziałów ponieważ wyjeżdżam do sanatorium ;c Mam nadzieję, że jak tu zajrzę za parę tygodni to blog będzie istniał i będą cudowne jak zawsze rozdziały ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę, proszę, proszę niech Lena wróci juz do Mario :D z niecierpliwością czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń